Moim zdaniem zniszczonych włosów nie da się odbudować żadnymi kosmetykami, nawet najlepszych i najdroższych marek. Do niszczenia włosów tak naprawdę przykładamy się my same. Suszenie, prostownica, UV, farbowanie, rozjaśnianie nie najlepiej wpływają na ich kondycję. Od kilku miesięcy trzymam się ściśle określonych zasad i w wyglądzie moich włosów jest olbrzymia różnica. Oto one:
1. Podcinaj końcówki!
Przez ostatnie kilka miesięcy regularnie podcinałam końcówki swoich włosów. Dzięki temu włosy nie traciły mocno na długości, a ja pozbywałam się tych najbardziej zniszczonych. Dziś już jestem na takim etapie, że zanim moje końcówki zdążą się zniszczyć, to zostają obcięte. Dzięki temu włosy cały czas wyglądają zdrowo, a ja nie muszę już po każdym umyciu stosować odżywek wygładzających.
2. Ogranicz suszenie!
Rano. Pośpiech. Mokre włosy. Co robię? Sięgam po suszarkę. BŁĄD. Regularne suszenie mocno przesusza nasze włosy. Wskutek stają się one mało sprężyste i łamliwe. Jak sobie z tym poradziłam? Jeżeli muszę wyjść o bardzo wczesnej godzinie, to głowę myję wieczorem. Jeżeli wiem, że rano mam więcej czasu, to czekam aż włosy same wyschną. Przykładowo - wstaję o 6 i pierwszą czynnością jest umycie głowy, później ja robię swoje, a włosy sobie schną. Oczywiście nie mówię tu o sytuacjach wyjątkowych, czyli np. na basenie lub, gdy wyjście z domu wyskoczyło nam nagle. Sama czasami suszę, ale używam przy tym kosmetyków termoochronnych i staram się suszarki używać jak najmniej.
3. Ogranicz prostowanie!
Kilka miesięcy temu nie wyobrażałam sobie wyjścia z domu bez wyprostowanych włosów, ale wtedy moje końcówki (około 15cm) wyglądały koszmarnie. Co z tym zrobiłam? Bardzo długo nosiłam włosy związane, żeby ich krytyczny stan nie rzucał się bardzo w oczy. W tej chwili nie muszę już prostować włosów, żeby dobrze wyglądały. Przemęczyłam się około 6 miesięcy bez prostownicy, a dziś już jej w ogóle nie potrzebuję. Używam sporadycznie - przy jakimś wyjściu, gdy chcę wyglądać inaczej niż zwykle. Przy tym oszczędzam rano czas. :)
4. Często szczotkuj!
Włosy lubią być rozpieszczane. Ja swoje szczotkuję 3 razy dziennie - rano, w południe i wieczorem. Składaną szczotkę do włosów mam zawsze przy sobie. Gdy jestem w ciągu dnia poza domem, to po prostu wychodzę do toalety.
5. Używaj produktów z filtrami UV!
Słońce też niszczy nasze włosy, dlatego z nadejściem wiosny zainwestowałam w produkty, które zapewniają moim włosom ochronę przez promieniowaniem. W moim przypadkiem jest to lakier do włosów. :)
6. Zdrowo się odżywiaj!
Jesteś tym, co jesz - w 100% mogę zgodzić się z tym stwierdzeniem. Dlatego też warto patrzeć na to, co jemy i nie opychać się burgerami z fast foodów. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, ale szanujmy swój organizm i nie doprowadźmy do momentu, w którym fast food jest nieodłącznym elementem naszej diety. :)
A co z kosmetykami?
Obecnie jestem na etapie, w którym wyznaję kosmetyczny minimalizm dotyczący włosów. Jedyne produkty, których używam to szampon, odżywka nawilżająca (raz w tygodniu) + kosmetyki termo przy suszeniu lub prostowaniu.
Produkty termo.
Obecnie jestem zadowolona ze wszystkich. Ale tylko jeden jest faworytem.
ISANA. Ułatwia rozczesywanie. Produkt ten jest przeznaczony do suchych i łamliwych włosów z rozdwajającymi końcówkami. W składzie znajdziemy olejek arganowy i masło shea. Odżywka nie obciąża włosów. :)
Oriflame. Głównym zadaniem tego serum jest wygładzenie i wszystko się zgadza. Przy czym - moje podatne włosy się po nim skręcają, gdy nie użyję w odpowiednim momencie suszarki lub prostownicy.
Avon. Ułatwia rozczesywanie. Produkt typowo termochłonny.
Biosilk. Niesamowicie wydajny, również typowo termochłonny. Bardzo nawilża, a skład miło zaskakuje. Po zużyciu wszystkiego, co posiadam pozostanę przy tym produkcie.
Odżywka.
Odżywka do włosów suchych i zniszczonych, czyli iście nawilżająca. Czy nawilża? Coś tam z włosami robi. Na pewno ułatwia rozczesywanie. Męczę ją już kilka tygodni, więc wydajność jest jak najbardziej na plus. Niestety kolejnym razem zainwestuję w coś innego, co przyniesie efekt na kilka kolejnych myć. Odżywka nie zawiera sylikonu ani parabenów. :)
Szampony.
I tu odkrycie ostatnich miesięcy i wielkie WOW. Te szampony są cudowne! Kilka tygodni temu borykałam się z przesuszeniem skóry głowy, co w efekcie dawało sporadycznie występujący łupież. Moje problemy skończyły się po zastosowaniu tych cudeniek. Dodatkowo moje włosy zdecydowanie mniej się przetłuszczają - nie muszę myć głowy codziennie, spokojnie mogę to robić co drugi dzień. Włosy po tych szamponach świetnie się rozczesują, nie są splątane, są nawilżone. Dodatkowym plusem jest cena produktów - ostatnio za 250ml zapłaciłam 6,5zł, a w kolejnym katalogu za 14zł można kupić pojemność 700ml! Dodatkowo pojawiła się odżywka z tej serii, którą mam ochotę wypróbować. Moim ulubieńcem jest szampon z żółtkiem i drożdżami (na zdjęciu po prawej), a oprócz niego można jeszcze zainwestować w migdały i awokado, czerwoną koniczynę i czarną porzeczkę, rumianek i aloes oraz pokrzywa i łopian (na zdjęciu po lewej).
To by było na tyle z pielęgnacji moich włosów. Zapraszam na następne posty, w których między innymi:
-Foodbook dnia powszedniego.
-Co zrobić, aby lakier na paznokciach trzymał się 7 dni?
Z pozdrowieniami!
mj



cieszę się, pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń